Marek Pietrzyk – Fotografia » Eurotrip… (Część 2)

Marek Pietrzyk – Fotografia

facebook

Eurotrip… (Część 2)

…od krótkiej przerwy pod Mikulovem granicę Czesko-Austriacką minęliśmy w dość szybkim tempie. Ku naszemu zdziwieniu nawet nikt nas nie zatrzymał na przejściu jak i Polsko-Czeskim, tak i pozostałych pograniczach (Austriacko-Słowackim, Słowacko-Węgierskim, etc). Jakość dróg, co również jest dość mocno zauważalne jak i odczuwalne, drastycznie wzrosła (z kart historii zawsze wynikało, że Niemcy i tym pochodni robili dobre i trwałe drogi), a krajobrazy z licznymi wzgórzami obsypanymi polami, sadami oraz wiatrołapami umilały nam dalszy komfort jazdy do samej stolicy. Po przekroczeniu każdej granicy Państwa, odnosi się wrażenie, jakby wjeżdżało się do innego świata. Wszystko wygląda inaczej, drogi, krajobrazy, kultura innych użytkowników jezdni, poprzez billboardowe reklamy jak i napisy na nich się znajdujące. Pogoda? Wyśmienita! Słoneczko świeci, chmurki wędrują po błękitnym niebie a 20 stopni na zewnątrz zachęca do działania.

Szybkim tempem dotarliśmy do autostrad na przedmieściach Wiednia. Wysokość tamtejszych ekranów dźwiękochłonnych niestety uniemożliwia w większości przypadków podziwianie panoramy tego miasta, ale w moim przypadku, dało się spokojnie dostrzec, iż przez 10 lat mojej nieobecności zdążyło wyrosnąć kilka wysokich budowli – dobrze to świadczy o rozwoju miasta. Bo krótkim błądzeniu po obwodnicy – udało się nam wjechać na właściwą ścieżkę prowadzącą do punktu noclegowego. Przejeżdżając przez mosty nad Dunajem, śmiało można dostrzec, iż jest on podzielony na 2 nurty (sądzę, że jeden jest dla promów pływających w kierunku Bratysławy i Budapesztu, a drugi (być może) reprezentacyjny – czyściutki i niebieski.

Wolne miejsce parkingowe w ścisłym centrum to niemalże cud, a styl parkowania pojazdów w zupełności odbiega od standardów obowiązujących w naszym kraju. W stolicy parkuje się – jak to mówią przynajmniej u nas na śląsku – ‚na żyletki’, co w wolnym tłumaczeniu oznacza, iż luka pozostawiona pomiędzy pojazdem A i B jest zmniejszona do minimum, gdyż ogólne założenie jest takie, iż zderzak, jak sama nazwa wskazuje, służy do ‚zderzania’, czyli jeśli na miejscu parkingowym znajdują się jakieś pojazdy i istnieje możliwość dopakowania kolejnego po delikatnym ‚popchnięciu’ tego, który jest przed nim. Oczywistą jest rzeczą, iż kierowcy w takim przypadku pozostawiają samochody zaparkowane ‚na luzie’. Co ważne – nikt tam nie robi z tego tytułu problemów. Jeśli się to widzi pierwszy raz, zaskoczenie jest ogromne.

Ale… wracając do głównego wątku. Po sukcesywnym zaparkowaniu samochodu chłopaki, z nadzieją, że nie będzie już żadnych nieprzyjemności związanych z noclegiem i alarmami przeciw pożarowymi, poszli odebrać ‚zabookowany’ pokój. Prze parkowaliśmy samochód na hotelowy parking, wprowadziliśmy nasz bagaż do pokoju (2-osobowego z dostawką, tak przynajmniej było umawiane)i ruszyliśmy w miasto. Okazało się tam bowiem, iż był organizowany jakiś maraton w samym centrum Wiednia, gdzie punkt kulminacyjny był organizowany pod Nowym Zamkiem, a kawałek dalej – pod samym Ratuszem odbywał się jakiś festyn (piwo polewało się dosłownie strumieniami ;) ). Z drugiej zaś strony – weekend, duze miasto, wiosna, to wypadałoby, żeby coś się działo dla lokalnego ludu… Widząc te tłumy, postanowiliśmy przemieścić się w kierunku głównego tematu naszych zdjęć – wodzie i mostom. Jednakże tam też nie zastaliśmy rewelacji (stąd tak mało zdjęć). Kilka szybkich kadrów i powrót w kierunku Stephanplatz na zaspokojenie potrzeb życiowych, zwanych dalej jedzeniem. Krótka sjesta troche rozleniwiła, ale w związku z tym, ze ściemniło się dostatecznie trzeba wyruszyć na ‚nocne łowy’. Wróciliśmy na plac, na którym okazało się, ze jakaś – podejrzewam – organizacja, rozstawiła rzutnik, na którym wyświetlali filmy o tym, jak obdzierają żywe zwierzaki z futra (wraz ze statystykami), oraz co się dzieje ze zwierzakami rolnymi (krowy, świnie, kury), które trafiają do rzeźni. Projekcja – bardzo mocna, zwłaszcza dla ludzi o słabym żołądku, którzy jeszcze chwile wcześniej spożywali posiłek. Szybkie strzały, krótki time lapse i kierunek – Park Miejski, Kościół św. Karola Boromeusza, Opera oraz Parlament. Sytuacja z ‚oszczędzaniem energii’ okazała się bardzo podobna jak w Pradze. Wraz z wybiciem północy wyłączane jest oświetlenie najciekawszych budynków w mieście, zatem pozostała męska decyzja – powrót do hotelu.

Wszelakie ‚modły’ o bezproblemowy powrót do pokoju jednak nie zostały wysłuchane. Okazało się, że recepcjonista ‚myślał’, iż jest nas 2 a nie 3, a możliwości zrobienia ‚dostawki’ do pokoju nie ma. Co pozostało? Wynająć kolejny pokój. Po dość dobitnych ‚negocjacjach’ udało się w mniejszej cenie wziąć drugie pomieszczenie. Postanowiłem, że nie będę podawał nazwy hotelu i nie bede robił antyreklamy. Pewne jest jedno – nigdy więcej tam już nie wrócimy. Szybki prysznic i upragniony odpoczynek.

Następnego dnia, czekał na nas kolejny punkt ‚Eurotripu’. Spakować się, zebrać do wozu i wydostać z miasta, co po trudach i mozołach kolejnego dnia maratonu i zamkniętego centrum – wyjechaliśmy. Następny przystanek – Bratysława…

1.

2.

3. Tyły Muzeum Historii Naturalnej

4. Volksgarten

5. Volksgarten

6. Parlament

7. Wieża Ratusza Miejskiego

8. Ratusz Miejski

9. A tyle ludzi było nieco niżej powyższego kadru ;)

10. Reklama Forda na Kościele Wotywny zawsze spoko…

11. Nad Dunajem

12. Stephanplatz

13. Break.

14. Stephanplatz

15. Stephanplatz i projekcja o zwierzakach.

16. Park Miejski

17. Park Miejski

18. Park Miejski

19. Park Miejski

20. W oddali Kościół św. Karola Boromeusza w Wiedniu

21. Opera

22. Opera

23. Parlament nocą

24. Parlament nocą

25. Parlament nocą

P.S.: Mała skromna prośba – jeżeli oglądasz/czytasz – zostaw po sobie ślad w komentarzu poniżej. Daje mi to niezwykłą motywację do dalszego działania. :)

Poprzednia część:

Eurotrip… (Część 1)

  • Mass Kotka

    24 zdjęcie się uśmiecha. ;)

  • Kamila

    Fascynujący opis,ten jak i poprzedni z 1 częsci tripu,dużo przydatnych wskazówek,przez wszystkie te stolice tylko przejeżdzalam,nie mialam czasu się zatrzymać na dłużej,nabieram teraz przekonania ,że warto te miejsca odwiedzin,zachęcona Twoim opisem i fotorelacją na pewno się tam kiedyś wybiorę,Nocne zdjęcia poezja,miazga niesamowita z mojego umysłu,chcialabym wiedzieć jak takie cuda tworzyć :)

  • honki

    zdjęcia super, jak obrazy :) te nocne to miażdżą!